|
|
Poznało moją historie...
Zostawisz ślad? Księga gości
Chcesz mnie poznać? Nie da rady, to tylko moja część O mnie
Zabierz troszkę mnie...
Dodaj do ulubionych
Było i zostało w serduchu 2007 styczeń (3) marzec (1) kwiecień (1) październik (1) grudzień (1)
2008 marzec (1)
Polubiłam...
 
Blog.pl
design by
gingery
|
brak poniedziałek, 10 marca 2008 18:22:54
Mika wyszła z jakąś pustką w sercu i wciąż kołatającymi się w głowie słowami: "No cóż... Przykro mi, ale dziękuję, było miło." "Trzeba próbować różnych technik, bo nie wiadomo w czym bylibyśmy lepsi. Tak jak, na przykład, Maryśka jest stworzona do jazzu." Przed chwilą odbyła rozmowę ze swoją trenerką, teraz już właściwie byłą trenerką. No tak... nie będzie już chodziła na zajęcia. Przynajmniej nie na te... "O co mi właściwie chodzi? Przecież tego chciałam. Chciałam zrezygnować, miałam już dość tej atmosfery tego zwalania odpowiedzialności, tego olewczego podejścia. Tylko, że wolałabym, żeby mi pojechała po ambicji, żeby mi trochę nawrzucała! Byłoby łatwiej... A takto wracam do domu z jakimś dziwnym uczuciem. Czy mam wyrzuty sumienia? Nie... co to, to nie. Czy żałuje? Nie, to chyba też nie. Po prostu mi smutno..." W końcu coś się w zyciu Miki zmieniło. Jak kończy się jakis etap to zawsze jest smutno, prawda? Więc raczej jest okej.....
Dominisia komentarze [1]
Rozdział VI czwartek, 20 grudnia 2007 10:34:20
- No i co Doma? Masz jaką muzykę? Kamil coś przyniósł?
- Sylwia... Ja nie wiem co ja mam zrobić z tym debilem. Obiecał nam tą muzykę! Tyle, że jak widać dotrzymywanie obietnic nie leży w jego naturze. - "co on sobie wyobraża? Już ja pokaże mu pokaże, że mnie nie wolno tak traktować!" - Chyba "podziękujemy" mu za pomoc i same coś znajdziemy.
- Ale co? Ja raczej nie mam na składzie żadnych piosenek do tańca.
- Ja też niezbyt... Chociaż.... Już wiem! Mam tą nową składankę. Tam się coś wybierze.
- O! O wilku mowa! - Kamil wyłonił się zza rogu. Ktoś tu był na niego naprawdę wkurzony...
- Chyba ktoś tu nas zawodzi!? Czyżby pewien pan obiecał mi, ze przyniesie płytę z muzyką? Takie małe srebrne kółko, co się wkłada do magnetofonu i leci muzyka. Tłumaczyć dalej? Muzyka to ...
- Dobra, daj już spokój. Przyniose. Teraz nie miałem czasu. niedługo skończe
Dominisia komentarze [0]
Rozdział V piątek, 19 października 2007 23:41:42
- Myślałeś coś nad tą muzyką? - Do konkursu zostało tylko 2 i pół miesiąca, a Kamil jeszcze nie dał im żadnej muzyki i nie zapowiadało się, żeby dał...
- Mała, ja się na tym nie znam. Jaką wy chcecie muzę? Techno, disco, hip hop?
- A kto tu jest dj-em? - "Coś czuję, że sama będę musiała się tym zająć..."
- No dobra coś zobacze. - westchnął i odszedł.
#*#
Minęło już 2,5 miesiąca od jej rozstania z Jubym. Mika wracając pewnego dnia ze szkoły zaczęła rozmyślać na tym wszystkim co się w tym czasie wydarzyło. Po kolei: w październiku rozstała się z Jubym, a tydzień potem Justyna wskoczyła na miejsce Miki, w listopadzie Kamil zaczął chodzić z Magdą, a co z nią? Tego nikt nie wiedział, nawet ona sama. Po zerwaniu długo myślała nad tym dziwnym trójkątem Juby-Mika--Kamil i nie potrafiła tego racjonalnie wytłumaczyć. Kochała Jubego bardzo mocno i to jest pewne, pewne jest też to, że Juby nienawidził Kamila i vice versa. Przez kogo rozleciał się związek? Przez nią - to też już ustaliła. Po takim "rachunku sytuacji" Mika przyjęła jakąś wersje.
"Między nami zaczęło się już psuć trochę wcześniej. Już z dwa tygodnie wcześniej nie było tak jak być powinno. Ale cóż, wina i tak leży na mojej stronie. A wszystko przez tą moją cholernie przekorną naturę! Przecież widziałam, że nie powinnam się zacząć kolegować z Kamilem. Tylko, że im bardzije Juby mi zabraniał, tym bardziej ja go nie słuchałam... Czemu? Nie wiem! Tak jakoś wyszło...".
Została jeszcze kwestia nowej dziewczyny Kamila. Była dziwna i tego nie dało się ukryć. Pomijając jej urodę, bo przecież ludzi nie ocenia się po wyglądzie, tylko po jej zachowaniu można było stwierdzić, że nie jest grzeczną i wierną dziewczynką. Mika nie chciała chodzić z Kamilem i napwno nie była o nią zazdrosna. Ona po prostu czuła, że ta dziewczyna skrzywdzi kiedyś tego chłopaka. Ale oczywiście inni wiedzieli lepiej. Ogólna wersja była taka, że Mika buja się w Dziesionie, jest zazdrosna o Magde i chętnie zajęłabym jej miejsce, dlatego blondyna jej nie pasuje, więc brunetka unikała tych tematow jak ognia i milczała na temat laski "Debila". Milczała wtedy, kiedy widziała jak na przerwie obściskuje się z innym kolesiem, milczała jak widziała Kamila, który poważnie z nią gada, a tamta najwyraźniej miała na głowie inne sprawy, milczała także wtedy, gdy zobaczyła ją na dyskotece, pół nagą zawieszoną na innym chłopaku. Milczała, bo i tak nikt by jej nie zrozumiał. Jednak wkońcu Michał otworzył Kamilowi oczy, że laska po prostu przyprawia mu rogi.
Wtedy Dziesiona wszedł w jakiś dziwny okres, zupełnie dla niej niezrozumiały. Zbliżył się do Dominiki pod względem przyjacielskim, ale nadal ukrywał bardzo dużo rzeczy. Ciągle powtarzał tylko: "Ty i tak tego nie zrozumiesz." "Jesteś za młoda" "Nie powinnaś tego wiedzieć, to nie jest nic fajnego.". Te teksty strasznie wnerwiały Mikę.
"Za kogo ten gnojek się uważa?! Przecież jesteśmy w jednym wieku i fakt, że jestem od niego niższa jakieś 15 cm, nie oznacza, że może traktować mnie jak dziecko!!!"
Jedyne co przeczuwała, to to, że miała rację co do Magdy. Skrzywdziła Kamila, tylko Dominika nie wiedziała jak.
Dominisia komentarze [0]
Rozdział IV czwartek, 19 kwietnia 2007 12:44:00
- Dziewczynki, na 21 marca planowany jest konkurs taneczny. Regulamin konkursu macie na tablicy ogłoszeń na korytarzu. - oznajmiła pani od w-fu.
- Poważnie? W końcu! - Mika nie kryła radość.
Tyle razy prosiła z Sylwią o ten konkurs. Pamiętała jak było rok temu w podstawówce. Od tamtej pory zaczęła interesować się tańcem. Prawda jest taka, że dziewczyny ją o to po prosiły tylko dlatego, że Milena zrezygnowała... Jednak po pewnym czasie wszystkie cztery zaczęły dosłownie żyć tańcem. Mama Emilki pomagała im ze strojami, Marysia kołowała muzykę. W poniedziałek 6 grudnia miał być konkurs. Wszystkie dokładnie pamiętały jak przyszły do szkoły w sobotę, ubłagały stróża, żeby pozwolił im ćwiczyć. Dominika pobiegła do domu po magnetofon. Przypadkiem była w nim płyta z piosenkami Mandaryny. Żadna z nich nie przepadała za tą wokalistką, ale coś je podkusiło. Przećwiczyły raz układ do nowej piosenki i tak już zostało. „Super star” Jamelii zostało zastąpione „Here I go again” Mandaryny. Dwa dni przed konkursem! To było szaleństwo, ale... Wygrały! Tak się wszystko zaczęło...
*#*
- Kamil!
- Taaak? – jego leniwy głos nie był dobrym znakiem.
- Zrobisz nam piosenkę na konkurs?
- Co? Jaki konkurs? Jaka piosenka?
- W marcu jest konkurs taneczny. Każda klasa ma wymyślić jakiś układ do piosenki i najlepszy wygrywa. – Mika mówiła tak szybko, że dziwiła się jakim cudem on ją rozumie.
- Ale to dopiero za ponad trzy miesiące!
- No to co! Musimy przecież kiedyś ułożyć ten układ. – „Jacy faceci są nie kumaci.”
- No dobra... Coś zobaczę, mała.
*#*
Brunetka przemierzała szkolny korytarz, wyobrażając sobie jak będzie wyglądał ich układ. Ustaliły już, że tańczą w sześć (ona, Sylwia, Kasia, Sylwia, Kasia i Gosia). Zastanawiała się czy będzie podobnie jak w tamtym roku, czy zupełnie inaczej. Wiedziała, że jej talent taneczny nie jest za duży, ale dużą nadzieję pokładała w Kasi i Sylwii, które kiedyś tańczyły w jakimś zespole. Nagle ktoś gwałtownie wyrwał ja z namysłu.
- Hej Domcia! – to była Justyna, nowa dziewczyna Jubego. Trzeba przyznać, że długo nie czekał, po ich rozstaniu. Z tego co słyszała, tydzień później już z nią chodził. Była zła, ale, jak na razie, dobitnie to olewała.
- O! Cześć. Co tam u ciebie?
- Nic ciekawego. Chciałam tylko zapytać... Czy ty... no wiesz... – „Co ona bredzi?”
- Śmiało! Do rzeczy.
- Czy się na mnie złościsz? Za Jubego... – była wyraźnie zakłopotana.
- No coś ty! – Mimo wszystko nie złościła się na Justę. Co ona może być winna. Nic. A przecież zawsze się lubiły.
- Uff... To dobrze, ulżyło mi.
- Co prawda było mi ciężko po tym wszystkim, ale to już przeszłość. Jak nie potrafił zrozumieć tak podstawowych rzeczy, to widać nie jest mnie wart. – Obie się zaśmiały.
Dzwonek skończył ich rozmowę i rozeszły się do klas. Mika jednak trochę nakłamała Justynie... Juby nadal siedział gdzieś w jej sercu , które kuło jak tylko go zobaczyła. Jednak zaraz odzywał się rozum, który przypominał jej, jak był strasznie zazdrosny o Kamila. Ukłucie w sercu szybko znikało i zostawała tylko złość, a potem zobojętnienie.
Dominisia komentarze [2]
Rozdział III czwartek, 8 marca 2007 16:39:27
Bardzo przepraszam, że tak długo, ale już wracam. O to kolejny rozdział.
Ze zdziwieniem przeczytała smsa, który przerwał jej poobiednią siestę. Zdziwienie szybko przerodziło się w złość i wielkie rozczarowanie. Dominika naprawdę była zdenerwowana, kiedy ekran telefonu wyświetlił następującą treść: „Słyszałem, że bardzo dobrze się bawiłaś z Kamilem na biwaku! Powinnaś się poważnie nad nami zastanowić.”. Myśli przebiegały jej po głowie z prędkością światła „Jak on może ciągle tak myśleć. Mam już tego powyżej uszu! Niech koleś spada, jak nie rozumie, że Kamil jest TYLKO kolegą!”.
*#*
- Czy ty ciągle musisz wyciągać sprawę Kamila? Zrozum, że on jest dla mnie nikim ważnym i nikim nie będzie póki jestem z tobą. Jeśli nie chcesz tego przyjąć do wiadomości, to może pora się pożegnać?
- Chyba tak. Zrywam z tobą. – Juby nie wyglądał na skorego do żartów. Wręcz przeciwnie, on mówił poważnie!
- Co? – Mikę zatkało. – Czemu? Czy to wszystko co przeżyliśmy jest nieważne? Czy zniszczy to jakiś idiota? Przecież sam mówiłeś, że on nie jest warty uwagi.
- Mam dość ciągłego wysłuchiwania o Kamilu. Co o nim opowiadałaś w pizzerii? To też nic nie znaczyło?
- Co? Koledzy ci donieśli? Wierzysz im nie mi? To może faktycznie pora się rozstać. Tak! To nic nie znaczyło. Jacie... To były tylko takie żarty.
- No to ja teraz, zupełnie poważnie, mówię: papa. Dominika, to naprawdę nie ma sensu.
- No dobrze. Jakoś dam radę. Tylko nie wiedziałam, że jesteś takim dupkiem. – Brunetka posłała mu ostanie załzawione spojrzenie i uciekła do domu zanim totalnie się rozkleiła.
Dziewczyna, która wpada zapłakana do domu, zdejmuje buty, pędem biegnie do toalety, zamyka się i wybucha płaczem, musi wywoływać mieszane uczucia domowników. Po 10 minutach wyszła z toalety i powiedziała wszystko zdenerwowanej mamie. Dorośli potrafią naprawdę zaskakiwać. Raz nic nie rozumieją, jednak innym razem potrafią pomóc. W efekcie Mika po udanej rozmowie z mamą poszła, już w dużo lepszym stanie, spać. Tak naprawdę nie chciała się obudzić następnego dnia, gdyż wiedziała, że koszmar wróci...
*#*
- Siema! Jak tam Juby? Nie widzieliście się przez całe dwa dni, jak byłaś na biwaku. Nadrobiliście zaległości? – koledzy Dominiki nie mieli litości.
- Dla waszej wiadomości: nie interesuje mnie co z Jubym. Nie zamierzam mieć z nim już nic wspólnego.
- Co?! Czyżbyście...
- Tak! Zerwaliśmy! A właściwie to on zerwał! Wystarczy? – Mika krzyczała, ale nie miała łez w oczach. „Tylko nie płacz, tylko nie płacz” powtarzała w myśli.
Oczywiście nie wytrzymała za długo. Z zaszklonymi pobiegła do Anki, ona jedna może pomóc.
Dominisia komentarze [13]
Rozdział II piątek, 26 stycznia 2007 13:51:10
- Dlaczego nie możesz mi po prostu powiedzieć co ci nie pasuje w tym kolesiu?! Co on ci takiego zrobił?
- Oj Dominika... Czy ty nie możesz po prostu przyjąć, że on jest debilem. Po prostu, za ojczyznę. Nie chce o tym rozmawiać.
- Nie mogę, bo według mnie jest całkiem fajnym chłopakiem. Da się z nim pogadać, całkiem miły, zabawny, nie wygląda na idiotę. Ale może jest coś, o czym nie wiem. Znam go ledwo ponad miesiąc. No dobra nie gadajmy już o nim.
- No! Mądry wybór. Idziemy na boisko?
- Dobra, ale najpierw wstąpimy do mnie, zostawię sunię.
- Okej. A o której wyjeżdżasz na biwak?
- Chyba o 7:30. Szkoda, że nie jedziecie z nami.
- No... Niestety, ale mam nadzieję, że będziesz grzeczna?
- E tam.. Będę szaleć ile wlezie! - Dominika zaczęła się przedrzeźniać z chłopakiem.
Brunetka była naprawdę szczęśliwa. Nowa klasa okazała się wspaniała i co najważniejsze czuła, że znajdzie tam prawdziwych przyjaciół. Wszyscy byli ciepło nastawieni, na razie nie wystąpiły żadne kłótnie. Zakumplowała się już z 4 dziewczynami, które naprawdę rozumiały jej naturę. Co prawda bała się jeszcze zaufać i trzymała Anki. Do tego ten chłopak. Kamil. Coś w nim było. W głowie siedziały jej słowa Jubego. "Ten koleś jest straszny. Totalny idiota, ciągle tylko wszystko niszczy. Do tego nie umie grać w gałę." Cały czas zastanawiała się dlaczego tak o nim mówi. Mimo tych wszystkich przezwisk, które o nim usłyszała, nadal nie dawała za wygraną. Po prostu nie mogła się od tego kolesia odczepić i przejść obok z założeniem, że jest debilem. Nie długo po tym okazało się, że miała rację...
*#*
Biwak rozpoczął się całkiem fajnie. Dominika pokładała w nim nadzieję całkowitego poznania klasy, a przede wszystkim poznania tego "debila". Co prawda wychowawczyni wymyśliła, że będą inscenizować Bitwę pod Grunwaldem, ale i tak zabawa zapowiadała się znakomicie. Dominika, jak zawsze zresztą, siedziała u chłopaków w pokoju. " Jeju... Gdybym w wakacje wiedziała, że będę miała taką super klasę, oszczędziłabym wszystkim moich narzekań. Jeszcze tylko muszę się postarać, żeby chłopaki przestali wyzywać laski. Bo jak na razie, to jestem między młotem, a kowadłem. Z jednej strony chłopaki, z którymi praktycznie od zawsze dobrze się dogaduję, a z drugiej dziewczyny, z którymi także świetnie się rozumiem, tyle że jedni nie cierpią drugich... Ech..." z rozważań wyrwał ją głos Kamila, który jakby na potwierdzenie jej myśli powiedział:
- U nas w klasie to tak naprawdę fajna jest tylko Dominika. No i ewentualnie może być Gośka, bo to laska Metala. - autor tych słów od kilku minut zwijał jakieś kable i bawił się sprzętem muzycznym.
- Dzięki, ale co ci nie odpowiada w reszcie dziewczyn? - Mika, próbowała ciągnąć rozmowę, lecz przyglądała się dj-owi i jej umysł krążył po zupełnie innych torach. Nie chciała o nim tak myśleć, bo przecież miała chłopaka, ale teraz popuściła swoją wyobraźnie. W końcu była zwykłą dziewczyną, więc rzeczą naturalną było, że przystojny, wysoki brunet o zielonych oczach i ciemnej karnacji przyciągał jej uwagę. "Może to nie ideał, ale jej w nim coś takiego, co po prostu trzeba lubić". Nie wiedziała, że będzie musiała za to zapłacić sporą stawkę.
Dominisia komentarze [13]
Rozdział I niedziela, 21 stycznia 2007 17:44:29
Niska, szczupła, brunetka o niebieskich oczach stanęła na placu przed ogromnym kolorowym budynkiem. „No to moje życie zaczyna się na nowo” pomyślała ze strachem. Zupełnie nie wiedziała co ją czeka po drugiej stronie zielonych drzwi.
- Hej Domcia! Co jest? – ktoś donośnym, wesołym krzykiem wyrwał ją z zamyślenia.
- Nie... Nic takiego... – nie chciała martwić przyjaciół.
- No przecież widzę. –Ania nie dawała za wygraną. – Zobaczysz, wszystko będzie dobrze.
„Jasne! Zawsze tak mówią... No, bo co innego mieliby powiedzieć? Ja mogę mieć tylko nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. Oby...” Po raz kolejny spojrzała na uśmiechnięte koleżanki i swojego chłopaka. Żywo rozmawiali na temat swojej nowej klasy.
- Doma! No, nie przejmuj się! To tylko nowa szkoła. Pozbyłaś się już swoich okropnych, byłych znajomych. Zawsze masz nas. Przecież cię nie opuścimy.
- Wiem. – Mika próbowała się rozweselić. Zamiast uśmiechu wyszedł jej jednak krzywy grymas. Co wywołało śmiech Jubego.
- No, ale nad uśmiechem musisz popracować.
- Dobrze. Zapamiętam. – Tym razem naprawdę się uśmiechnęła. „Czym ja się właściwie przejmuje? Przecież mam cudownego chłopaka, Anię, a po za tym na pewno nie może być aż tak źle.”
- Dobra gołąbeczki. Idziemy do klas, zaraz się zacznie.
*#*
Dominika z trudem przekroczyła próg nowej sali. Usiadła w drugiej ławce od okna i rozejrzała się powoli. Większość jeszcze nie przyszła. Czuła, że gula w gardle rozmnożyła się i sparaliżowała całe jej ciało. Może to nie była gula, tylko strach? Najpewniej jedno i drugie. W drzwiach pojawił się Michał. Trochę jej ulżyło, bo to była jedyna osoba, którą znała.
Od razu przypomniała sobie jak się poznali. Przyszła kiedyś do Martyny, usiadły przed komputerem i włączyły gadulca. Nie było nikogo znajomego więc weszły na okno miasta. Nagle jeden z nicków przyciągnął ich uwagę. Włączyły rozmowę z (jak podawał nick) Kiełbasem, lat 14, mając nadzieję, że poznają kogoś ciekawego. Rozmowa zaczęła się całkiem niewinnie, kiedy nagle chłopak, którego poznały, powiedział im, że w kojarzy Dominikę. Dziewczyny były strasznie zaskoczone, gdy dowiedziały się, że w trójkę chodzą do tej samej szkoły. Mimo ciągłych zapewnień: żadnych znajomości przez internet, postanowiły spotkać się z nim na żywo.
Cała ta zabawna historia na chwilę oderwała ją od rzeczywistości. Michał usiadł obok niej i trochę się uspokoiła. W tym czasie klasa napełniła się innymi uczniami. Ze zdziwieniem stwierdziła, że większość się nie zna. Mała iskierka nadziei pojawiła się w jej oczach. Właśnie tego bała się najbardziej, że wszyscy będą się znali, a ona nie będzie tu pasować. Drzwi klasy już się zamknęły, ale wychowawczyni jeszcze nie było. Doma miała szansę obejrzeć dokładnie swoje nowe koleżanki. Iskierka nadziei zgasła równie szybko, jak się pojawiła. Wszystkie dziewczyny były okropnie wysokie. Poczuła się strasznie mała i biedna. „Weź się w garść dziewczyno! W podstawówce też wszyscy byli od ciebie wyżsi.” Powiedział jeden głos w jej głowie. Jednak zaraz drugi naszykował odpowiedź: „Ale tam wszystkich znałam, a tutaj nikogo, prócz Michała. Pewnie mnie nie zaakceptują.” Przyjrzała się bliżej dziewczynom. Nie popierała klasyfikowania ludzi na podstawie wyglądu, ale teraz tak postąpiła. Trzy znała z widzenia z dwunastki, byłej szkoły; kolejne trzy od razu się jej nie spodobały, wiedziała, że nie znajdą wspólnego języka; o dwóch nie zdołała wyrobić sobie zdania; miała nadzieję, że zaprzyjaźni się z ostatnimi dwiema dziewczynami, które wydawały się jej bardzo fajne. Nie przyjrzała się chłopakom, bo w tym momencie do klasy weszła wychowawczyni.
*#*
Po przekazaniu wszystkich ważniejszych informacji organizacyjnych polonistka, z którą mieli się spotykać na każdej godzinie wychowawczej, zabrała ich na wycieczkę po szkole. Budynek był ogromny, a przede wszystkim niósł dla Dominiki nowe wyzwania, znajomości, problemy i radości. Zdążyła się już zapoznać z kilkoma dziewczynami, lecz cały czas była spięta i nie wiedziała jak się zachowywać. To do niej zupełnie nie pasowało. Żywa, wesoła, łatwo nawiązująca kontakty, chętna do zabawy i skora do pomocy innym dziewczyna teraz siedziała cicho i bała się co ją spotka w murach nowej szkoły. Jedyną rzeczą jaka dodawała jej otuchy, może to okrutne, było to, że Gosia też próbowała nieudolnie ukryć zdenerwowanie. Małgośka to jej nowa koleżanka, ustaliły, że będą siedziały razem w ławce. Na zwiedzaniu szkoły pierwszy dzień roku szkolnego zakończył się. „Ciekawe jak będzie jutro. Pewnie strasznie... Kurcze! Czym ja się właściwie przejmuje! Mam już koleżankę z którą siedzę. Reszta też wydała się całkiem spoko. Tylko się cieszyć.” Kiedy Dominika zakończyła bitwę między myślami wynikiem: „Będzie dobrze.”, ujrzała wesołą Ankę, której dzień minął co najmniej sto razy lepiej i Jubego, witającego się przyjaźnie ze starymi kumplami. Z trudem odpędziła od siebie czarne myśli i z uśmiechem podążyła w ich stronę.
Dominisia komentarze [3]
Hej! piątek, 19 stycznia 2007 22:28:11
Blog będzie poświęcony opowiadaniu, a właściwie książce, którą może kiedyś wydam w egzemplarzach na szerszą skalę niż moja szafka. Historia przyjaciółki i przyjaciela. Początki nie były kolorowe, ale warto było to przetrwać. Ja w pewnym momencie coś poczułam. On? Mówił, że też... Tylko czasem słowa mało znaczą... Problemy, radości i zwykłe życie. Czasem zabarwione na różowo, ale czerń wyjątkowo lubi mój scenariusz pisany przez los. Najciekawsze, że to nie będą suche fakty przyjęte przez otoczenie. To będą prawdziwe myśli. Coś, czego jeszcze nikt nie usłyszał. Oprócz mnie i Boga, któremu czasem bardzo współczuje, ze musi tego wysłuchiwać. Historia niezwykła, bo prawdziwa, wyjątkowa, bo moja.
Dominisia komentarze [2]
|
|
|